Deadman.

Zbierałem się i zbierałem do powrotu na wielką scenę, do powrotu w strefę świateł flashy, do powrotu na internetowe salony. Zbierałem, i chyba zbierał nadal będę, bo takie "noteczki" od czasu do czasu to jedynie małe kapryśne świnki, które wpadają do mojego pokoju i brudzą mi panele ubłoconymi raciczkami. A ja, jako warchlak przewodni, jednym chrumknięciem wypraszam je za drzwi. Zawsze skutecznie. 

Fajnie jest wiedzieć, że czasem ktoś chce Cię zobaczyć, zupełnie bezinteresownie. Bo jestem w stanie dać głowę za wspomnianą bezinteresowność, bo niby czego można ode mnie chcieć? Pieniędzy? Brak. Przysługi? Zbyt leniwy jestem. Seksu? Słaba kondycja. Można chcieć ze mną pogadać, z tym, że kiedy nie narzekam i jestem w niezłym humorze. Co ostatnio zdarza się niestety niezwykle rzadko. 

Powinniśmy ruszyć się, wykrzesać coś z siebie i pójść swoją drogą. Każde osobno, bo uczucia to nie wszystko. A ja chyba nie jestem szczęśliwy. 

I chyba nigdy nie byłem. Bo bycie dobrym człowiekiem nie świadczy o dobrym życiu, o szczęściu. Więc co mi po tym?

Powinienem dostawać rentę. Jako życiowy inwalida. 




2010-09-29 18:49:23 skomentuj (3)